Jego wsparcie

Joanna Stanibuła | 2/2019

Sąsiedzi wymieniają okna podczas drzemki naszej latorośli. Pralka już drugi raz w tym miesiącu odmówiła współpracy, auto od wczoraj u mechanika. Proszek do prania pewnie też zaraz się skończy, on ma zawsze idealne wyczucie. Ciało swędzi, bo od świtu było ugniatane, kopane, drapane i wykorzystywane spożywczo, chociaż – jak się okazuje –  niewystarczająco, żeby się najeść przed śniadaniem.

Młot pneumatyczny wbija mi się w głowę, prosto przez lewe ucho. Czy to już irytacja? Czy jestem pomiędzy „trudno” a granicą wewnętrznej cierpliwości? I tu pojawia się ON. Wchodzi cały na czarno, z tymi swoimi dwoma, zupełnie nieprzydatnymi sutkami. Po co IM one? Po co? Żebyśmy mogły mieć nadzieję, że kiedyś to oni wykarmią? Że nagle tryśnie fontanna mleka, ochlapie ścianę, podłogę i pół pogniecionego prześcieradła, zanim przyssie się do nich nasz potomek?

Wchodzi i mówi: „Jestem tu, poradzimy sobie”. Nic więcej już nie pytam, nie ważne, czy ma te swoje sutki, czy jest wysoki, czy niski, czy brzydki, czy lubi „Grę o Tron”, czy woli „Przyjaciół”. On daje mi wsparcie. Wsparcie, po co nam, matkom, wsparcie?

Jak już nie masz siły wysiedzieć pochylona kolejną godzinę nad Waszym dzieckiem i w Twojej głowie pojawiają się słowa pani ze sklepu: „Moje to od dawna przesypia noce, no, ale na butli”. Jak sąsiedzi wymieniają okna, chociaż stare nam w ogóle nie przeszkadzały. I jak piecze Cię skóra podrapana tymi małymi, słodkimi rączkami. Wiesz po co? Żeby poczuć, że nie jesteś z tym sama. Że nie musisz ponosić całkowitej odpowiedzialności za swoje wzloty i upadki podczas karmienia piersią, o którym (sic!) w ciąży marzyłaś, a później być może Cię zaczęło przerastać.

Mnie czasami przerasta. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że można nie mieć tej przestrzeni „tylko ja”, że to w ogóle jest, ta potrzeba autonomii, w matkach. W matkach? Przecież głośno żadna nie krzyknie, że gdyby nie to, że partner jej powiedział, na samym początku: „cieszę się, że karmisz nasze dziecko, ja teraz ponoszę”, to być może cierpliwości wystarczyłoby jej na miesiąc, góra dwa. Nie wiem, czy oni sobie zdają sprawę z tego, jak potrafią budować w nas wiarę, że się uda. Chociaż są pewnie też tacy, co wolą burzyć, stawiać kłody pod nogi i argumentować: „to dla Twojego (mojego) dobra”. Ale ja dziś o tych, co słuchali, zapamiętywali, notowali na dyskach twardych, jak położna (tu uogólniam, bo może byliście na szkole rodzenia, a może lekarz tylko coś wspominał) mówiła, że dziecko „skóra do skóry”, że ono w swoim czasie się przyssie, że może dużo spać przy tej piersi, że potrzebuje (na początku) tylko tyle mleka co naparstek! Że dziecko płacze, bo ma potrzebę bliskości. Że trzeba podawać z piersi „kanapkę”, a że jak boli, to może za płytko chwyta. Że jak dziecko śpi, to ona (Ty) ma spać, spać z tym dzieckiem.

Mój, chwała Bogu, słuchał, później, jak leżałam zmarnowana życiem, zestresowana, że „to na pewno moja wina, pewnie się nie najada”, podchodził i swoim spokojnym głosem cytował tę położną, a jak brakowało mu dostatecznej wiedzy na dany temat, to jej szukał. I możesz mieć swoją wioskę, koleżanki z innymi dziećmi, kochaną mamę czy teściową (są takie, są), ale to ostatecznie przy nim jesteś najczęściej sobą – czasem sfrustrowaną, czasem szczęśliwą, ale najbardziej prawdziwą. I to on z zasady, chociaż je można łamać podobno, powinien Ci to wsparcie największe zapewniać. Śmiem twierdzić, że gdyby nie to (on, wsparcie), z moich planów długoletniego karmienia zostałyby zamazane w pamięci pretensje do świata, że nie wyszło. Najbliższe otoczenie, partner, to oni są w stanie odegrać największą rolę i zwyczajnie pomóc.

Nie może nakarmić? OK, może Ci podać obiad, może go najpierw zrobić, odkurzyć podłogę albo przysunąć laptop bliżej czy czekoladę. Może rano powiedzieć Ci, że robisz dobrą robotę i że jest z Ciebie dumny. Ale wiesz, jeżeli nie będziesz jasno komunikowała, że tego potrzebujesz, może się też nie domyślić. Za to szybko załapie, jasny przekaz „daj mi spokój” i wyjdzie, na to radzę uważać. Zamień „daj mi spokój” na „daj mi wsparcie”, równie mało czasochłonne, a jakże mniej absurdalne.

Tak, nie jest to tylko Twoja odpowiedzialność, to całe karmienie. Bo dobrze wiesz, że swoimi emocjami trzeba się podzielić, nie z dzieckiem, które jeszcze nie potrafi zrozumieć, ale z osobą, która jest blisko, chce Cię wspierać. Możesz mieć nieraz mylne wrażenie, że przesadzasz. Bo inni sobie radzą lepiej, bo może mają czyściej w domu i pranie poskładane. Szczerze? Jeżeli mają, a Ty nie masz… No cóż, nie wszyscy też mają rower albo umywalkę w łazience. I jeżeli byłaś bardzo silna, zawsze radziłaś sobie sama, to zwyczajnie nie musisz. A nawet nie powinnaś, bo chcesz nauczyć tą małą, zależną od Was istotę, że też można na kimś polegać, nie tylko na sobie.

Tags:
Leave a Comment